Drugi już raz dwa tygodnie kwietnia postanowiliśmy spędzić nurkując we florydzkich jaskiniach. Wybraliśmy się tam na pełne 10 dni nurkowych w składzie Grzegorz Garwoliński, Jakub Osuch i Marcin Pazio. Mimo, iż całą trójką staramy się nurkować dość regularnie przed wyjazdem zdecydowaliśmy się sprzędzić kilka dni na Koparkach, aby przetrenować wszystkie procedury awaryjne, skuterowe i komunikacyjne. Jak się okazuje tego nigdy nie za wiele, a wielokrotnie nurkując dla czystej przyjemności wpadamy w pętlę rutyny i zapominamy o tym, co ważne.
Ale wróćmy do Florydy. W dobrej kondycji fizycznej i psychicznej ruszyliśmy do USA. Tym razem wybraliśmy lot z dwoma przesiadkami do Jacksonville, aby maksymalnie skrócić podróż samochodem do około dwóch godzin. Korzystając ze zmian stref czasowych jeszcze tego samego dnia wieczorem byliśmy na miejscu w Luraville zakwaterowani w tak zwanym trailerze, czyli wolno stojącym domu kontenerowym z pełnymi wygodami, trzema sypialniami, dwoma łazienkami, salonem, dużą kuchnia i zadaszonym tarasem. Rano o 8:00 śniadanie i wyjazd do bazy na spotkanie z Lindą właścicielką bazy Cave Excursion. Nasz dom usytuowany był zaledwie 300 m od bazy, więc ok. 10:00 byliśmy już sklarowani, nabici i gotowi do nurkowania.
Dużym ułatwieniem i oszczędnością była możliwość skorzystania ze sprzętu naszych znajomych. Tu gorące podziękowania dla nich za udostępnienie mam trzech dużych twinów 125 cf., trzech stejdzy 80 cf. i trzech tleniaków 40 cf. To był dla nas wymarzony zestaw cylindrów, który pozwolił nam zrealizować nurkowania, jakie zaplanowaliśmy.
Zaczynamy rozpływką w systemie Peacock Springs oddalonym od bazy o 10 min drogi. Na pierwszych nurkowaniach robimy trasę z Peacock I do Olsen i z Orange Groove do Challenge Sink na ok. 1800 stóp. Sprawdzamy konfigurację, zużycie gazów, warunki pod wodą i jesteśmy gotowi do Grand Traverse. To trawers, który był eksplorowany przez nurków florydzkich m.in. Franka Martza, Toma Mounta i Shecka Exleya przez kilkanaście lat zanim znaleźli oni połączenie pomiędzy dwoma lejami krasowymi oddalonymi od siebie o ponad 4600 stóp. Miałem tez okazję poczuć na własnej skórze, co znaczą zawirowania żołądkowe jak się siedzi w środku jaskini i z nikąd Panie pomocy. Procedura trudna do wdrożenia, nie polecam, nie polecam. Kolejny dzień zdecydowaliśmy się spędzić w Little River. To bardzo ładna jaskinia z przygotowaną infrastrukturą. Pod wodą do zrobienia m.in. dwie ciekawe pętle przez Merry Go Round i Serpentine Tunnel. Położona jest ona ok. 30 mil od Luraville w kierunku na Branford.
Warunki zarówno w kompleksie Peacock jak i Litlle River bez zastrzeżeń. Wysoka przezroczystość wody, słaby prąd. Gorsze warunki w Peacock III, dość mroczno, sporo niewypłukanego osadu, dużo zawiesiny w samym źródlisku (strefa cavern). Jako że jest środek tygodnia ludzi też mało. Kilka samochodów lokalnych nurków i instruktorów w większości sidemontowych.
Kolejne miejsce, które atakujemy to jaskinie hrabstwa Jackson – Hole in the Wall, The Twin Cave i Jackson Blue. To bajkowy region w okolicach miasta Marianna w północno-zachodniej Florydzie, oddalony ok. 3 godzin jazdy od naszego domu. Ten wyjazd wymagał trochę większego przygotowania logistycznego. Tu pomogła nam Linda, która skontaktowała nas z Eddem Sorensonem, właścicielem bazy Cave Adventures, miejsca wypadowego do jaskiń regionu Jackson. Jako że nasz wyjazd w to miejsce zaplanowaliśmy na dwa dni, Edd i jego żona Stacey, pomogli nam zorganizować nocleg i zaplecze nurkowe. W związku z faktem, iż najlepszy dostęp do jaskiń Hole in the Wall i Twin Cave jest od strony rzeki, zdecydowaliśmy się wynająć od Edda łódkę płaskodenną. Koszt na dobę to 80$ i biorąc pod uwagę, że dostęp z lądu (parku stanowego) kosztuje 25$ od osoby ta opcja była dla nas najbardziej racjonalna. Łódkę dostaje się do własnej dyspozycji, wyposażoną w sprzęt ratunkowy, lodówkę z wodą pitną, paliwo itp. To dodatkowa atrakcja poza nurkowaniem. Przepiękny park stanowy, który rozciąga się wzdłuż krystalicznej rzeki, a brzegi porastają podgniłe, monumentalne cyprysy robiące niepowtarzalne wrażenie. Pierwsze cumowanie w okolicach wejścia do Jackson Blue. Dwa nurkowania poświęcamy na poznanie jaskini. Drugiego dnia robimy trzecie nurkowanie w Jackson Blue i wchodzimy po głównym ciągu na ponad 2000 stóp. Na ok 700 stopach spotykamy ogromną rybę nieznanej nazwy, która wyleguje się na dnie od czasu do czasu podnosząc osad przy majestatycznych ruchach. To pierwszy raz, kiedy tyle metrów w głąb jaskini spotykamy takiego kolosa. Z reguły małe sumy, lucjany w zródliskach i raki albinosy to cały zwierzyniec. Warunki rewelacyjne, widoczność bez ograniczeń i lekki prąd. Dwa kolejne wejścia to Twin Cave, gdzie poszliśmy goldlinem do końcowego skrzyżowania na 1200 stóp, potem shaft z przegłębieniem od ok. 33 metrów i mała pętla. W powrocie na ok 400 stopach próba jumpa w lewo, ale jest wąsko, ciasno i muliście, raczej pod sidemount, zawracamy do domu. W Hole in the Wall po rekomendacji Edda idziemy w lewo w tzw. downstream. Widoczność trochę gorsza niż w dwóch poprzednich miejscach, ale jaskinia jest rzadko uczęszczana i bardzo ciekawa, warta odwiedzenia. Bardzo interesujące wejście z rzeki pod korzeniami drzew, trochę wąsko, ale dalej było OK. Co ciekawe czuć zdecydowaną różnicę temperatur pomiędzy wodą w korycie rzeki w strefą cavern jaskini. Drugiego dnia zdajemy łódkę zgodnie z planem, z wody należy spłynąć do godziny 17:00, mały lunch, pożegnanie i powrót do bazy głównej nad Suwanee.
Wszystkim nurkowaniom i podróżowaniu towarzyszy niesamowita pogoda na powierzchni, słońce, błękitne niebo i temperatura bliska 30 stopniom. Woda w jaskiniach ma 21-23 stopnie. Po powrocie do Luraville i pięciu dniach intensywnych nurkowań, dzień przerwy na odpoczynek. Odwiedzamy pobliskie miasteczka, robimy zakupy, jemy burgery i meksykańskie specjały. W High Springs mamy okazję zagościć w siedzibie GUE i sklepie firmowym Halcyon – Diving Extreme.
Po dniu leserowania ruszamy do Ginnie Springs. Spotykamy tam bardzo miłych gości rodem z Polski, którzy od ponad 10 lat mieszkają w Stanach. To nurkowie wrakowi z Nowego Yorku i Connecticut, którzy przyjechali na Florydę zrobić kurs jaskiniowy. Na zaproszenie i z pomocą chłopaków chcemy przygotować wyjazd wrakowy na Atlantyku– może Doria ? My w ciągu dwóch dni w Ginnie zrobiliśmy cztery nurkowania. Na wszystkie wchodziliśmy przez Devil’s Ear. Odwiedziliśmy między innymi The Bats (nazwa pochodzi od figurek nietoperzy zawieszonych na poręczówce), Beatle Tunel, potem do Hillier Tunel. Na kolejnym podobna droga w głąb, powrót przez trzy vizual jumpy, powrót na goldline, do Roller Coaster i do domu. Płynięcie z prądem to świetny moment na dokładne przyjrzenie się jaskini i czas na trochę odpoczynku podczas szybowania w korytarzach wypełnionych kryształową, błękitną wodą. Odwiedziliśmy też Bone Room, Big Room i White Room, do którego odejście jest stosunkowo słabo oznaczone (brak strzałek jump), ale Garwol „wytropił” je po śladach na dnie pozostawionych przez poręczówki naszych poprzedników. Próbowaliśmy wchodzić w Wonder Tunel, ale po kontroli gazu zdecydowaliśmy się zawrócić. Najdłuższe wejście w systemie Ginnie zrobiliśmy na ponad 1900 stóp. Prąd był słabszy w porównaniu do roku poprzedniego, nie mniej jednak wchodząc przez „ucho” z dwoma stejdzami i jednocześnie poręczując można się trochę zasapać. Wykorzystując wskazówki naszego instruktora Roberta Kleina idzie nam to dosyć sprawnie, a z każdym następnym wejściem jest tylko lepiej i z mniejszym wysiłkiem. Na tą jaskinię zdecydowanie polecam triox 30/30, aby zredukować opory oddechowe podczas wysiłku. EAN 32 którego standardowo używaliśmy głównie ze względu na dłuższe NDL, akurat w tym przypadku nie jest jak dla mnie optymalny. W związku z zamknięciem bazy Cave Excursion East, gazy dobijaliśmy w nowej, usytuowanej w High Springs – Cave Country Div Shop, której właścicielem jest znany eksplorator i instruktor jaskiniowy Jim Wyatt. Powrót z Ginnie to ok 60 minut jazdy. W domu, jak co wieczór smakowita kolacyjka przygotowywana własnoręcznie przez nas. Były piersi z kurczaka, kotlety mielone, steki, spagetti, coś w stylu fajitas do tego dużo warzyw i sałatek. Na przekąskę podwójny cheeseburger z lokalnej stacji za 3.5$ i suszona wołowina na ostro.
W ostatnich dniach to nurkowania w Peacock, zrobiliśmy trasę do Cisteen Sink, pętlę The Wishbone i pętlę na Nicolson Tunel, a także trzeci, najbardziej po lewej od wejścia, korytarz w Peacock I tzw. Breakdown Room. Jest tam piękny ok 200 stopowy pasaż. Głębokość ok. 9 m, dość wąsko, jasne ściany, które po doświetleniu przez trzy HID-y wyglądają tak biało i dziewiczo, że zapomina się o przebywaniu w jaskini. Zdecydowaliśmy się także odwiedzić Madison Blue. Jak powiedział nam strażnik parkowy byliśmy pierwszymi nurkami od ponad 3 tygodni. Jaskinia ze względu na bardzo słabe warunki była zamknięta i na parę dni przed naszym przyjazdem została ponownie otwarta. Po rozmowach z lokalnymi nurkami m.in. Lamarem Hiresem, jest też właścicielem Dive Rite, rozbudziliśmy w sobie nadzieje na akceptowalne warunki. Niepotrzebnie. Jaskinię znaliśmy z przed roku gdzie wykonaliśmy dwa bardzo interesujące nurkowania, niestety tym razem porażka. Jaskinia jak nigdy jest ciemna, mroczna, wszystko łącznie z poręczówkami pokrywa szaro-czarny pył i muł, który przy najmniejszym ruchu wody niszczy całkowicie widoczność. Próbowaliśmy jumpa w prawo, do Godzilla Room i Martz Sink, ale kiedy zobaczyliśmy jak poręczówka ciągu bocznego wchodzi w górę szlamu, zawróciliśmy na główna linę. Płyniemy dalej. Jedną z wąskich części jaskini przechodziliśmy całkowicie po omacku, w kontakcie dotykowym z poręczą, przy całkowicie zerowej widoczności. Ostatecznie weszliśmy na ok. 800 stóp i zgodnie zdecydowaliśmy się, że tracimy przyjemność z tego nurkowania, a co więcej staje się ono nie bezpiecze. Znak do wyjścia i po ok 30 minutach jesteśmy w strefie cavern.
W czasie naszego pobytu wykonaliśmy w sumie 18 nurkowań w jaskiniach Peacocok I, Peacock III, Orangae Groove, Little River, Madison Blue, Jackson Blue, Hole in the Wall, The Twin Cave, Ginnie Springs. Przepłynęliśmy łącznie blisko 16 km z łącznym czasem pod wodą ponad 1220 minut. Używaliśmy EAN 32-33 i Oxy na wszystkich nurkowaniach w związku z ich intensywnością, ilością używanego sprzętu i warunkami na powierzchni. Koszt pobytu nurkowego na Florydzie to w zależności od miejsca zakwaterowania, jakości i ilości gazów, rodzaju menu, ilości przejechanych kilometrów, modelu wypożyczonego samochodu to ok. 110-150$ dziennie. Bilet lotniczy ok. 2100-2600 PLN. Paliwo mocno podrożało dochodzi do 4$ za galon, samochód, który my mieliśmy, Dodge Grand Voyager przejeżdża ok. 20 mil na galonie. Takim vanem w komfortowych warunkach podróżuje trzech płetwonurków ze sprzętem. Noclegi w motelach to ok. 20-30$ za osobę. Przy biciu gazów płaci się tylko za dobijaną ilość do ciśnienia 250-260 bar. Wejścia do jaskiń od 4$ za samochód w Peacock, poprzez 5$ w Madison, aż do 24$ od osoby w Ginnie.
Reasumują bardzo dobre warunki i klimat do nurkowań jaskiniowych. Bardzo różnorodne środowisko, różne rodzaje jaskiń, z dnem kamienistym, gliniastym, mulistym. Ciemne, jasne, szerokie, wąskie pasaże. W przyszłym roku lub jeszcze w tym roku jesienią chcemy odwiedzić kilka nowych jaskiń, zobaczymy czy nam to się uda. W tym składzie jest duże prawdopodobieństwo, że tak, bo moi koledzy to nie tylko dobrzy nurkowie, ale także zacni i godni zaufania kompani do wszelakich podróży i nowych wyzwań. Wielkie podziękowania dla nich za bezpieczne i interesujące nurkowania, a także dla tych wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że tegoroczny wyjazd do USA, po prostu trzeba zaliczyć do wybitnie udanych, są to m.in.: Kola, Taranko, Tom M, Monika S, Wojtek F, Gosia M, Michał M i kilku sympatycznych florydzkich tubylców.
Do zobaczenia pod wodą
Marcin Pazio
Zdjęcia:
Filmik:


